Spotkanie z Genowefą Aleksander – członkiem Narodowych Sił Zbrojnych

11 kwietnia 2017 roku w Powiatowym Zespole Szkół nr 1 Trzebnicy odbyło
się spotkanie z panią Genowefą Aleksander w ramach cyklu spotkań Posłuchaj,
by zapamiętać
, która odwiedziła naszą szkołę na zaproszenie pani Lucyny Lasoty. Spotkanie miało na celu przedstawienie uczniom historii widzianej oczami osoby, której dzieciństwo przypadło na czas II wojny światowej i która działała aktywnie jeszcze kilka lat po jej zakończeniu. W czasie repatriacji po II wojnie światowej trafiła do Osiecznicy koło Bolesławca. Tam razem ze znajomymi założyła harcerstwo, które później przekształciło
się w Związek Białej Tarczy im. Józefa Piłsudskiego. Organizacja w 1948 roku została włączona do Narodowych Sił Zbrojnych i prowadziła walkę z władzą ludową.

Genowefa Aleksander, zwana przez przyjaciół „Cytrynką”, od panieńskiego nazwiska Cytryniak, to niezwykła kobieta i wielka patriotka. W roku 1949, w wieku 16 lat, została aresztowana przez Urząd Bezpieczeństwa za przynależność do nielegalnej organizacji,
która, jak oficjalnie głoszono, przemocą dążyła do obalenia organów władzy demokratycznej i ustroju państwa ludowego – rozrzucaliśmy ulotki antypaństwowe i zrywaliśmy afisze
o poborze do wojska. Chodziliśmy wtedy do pierwszej klasy gimnazjalnej. Nasz dowódca, brat przyjaciółki, przysyłał nam listy, w których pisał, co mamy robić- wspominała pani Genowefa. W 1950 roku została skazana na 2 lata więzienia – pamiętam dobrze, był 25 marca, wychodziłyśmy ze stołówki, jeszcze nie zdążyłyśmy wyjść z korytarza, a tu już idzie nasza dyrektorka z internatu w towarzystwie trzech panów. Od razu nas otoczyli i powiedzieli – tylko bez krzyku i płaczu. Odprowadzili nas do internatu, tam już następnych trzech panów przeglądało nasze rzeczy, a ulotki antypaństwowe leżały przygotowane do zabrania. Powiedzieli – teczki proszę zostawić, ubrać płaszcze i idziemy.

Po odbytym śledztwie, kilku godzinach stania pod ścianą i oczekiwania na decyzję   przetransportowano je do Bolesławca. Dopiero około godziny dwudziestej drugiej zostały wprowadzone do celi, a po godzinie wezwane na ponowne przesłuchanie. Cytrynka, na górę – wspominała. No to idę na górę, a tam siedzi ubek i się bawi pistoletem. To był ten przedstawiciel z wrocławskiej bezpieki, powiedział tak – A wiesz co, że mógłbym cię teraz zastrzelić? Powiedziałbym, że chciałaś uciekać. – A ja powiedziałam – Proszę bardzo, o nic
się tak bardzo nie modliłam nigdy w życiu, kiedy jechaliśmy tym gazikiem, żeby się on rozbił w drobny mak i żebyśmy wszyscy poszli od razu na sąd do Pana Boga. – Tak? No to cię nie zastrzelę, a czy ty byś mnie zastrzeliła? – Niech pan zaryzykuje, odpowiedziałam, ale on nie zaryzykował.

Po wyjściu z czteromiesięcznego aresztu Urzędu Bezpieczeństwa w Bolesławcu pani Genowefa Aleksander trafiła na dwa lata do aresztu na ulicę Sądową we Wrocławiu, najniższy wyrok z tego paragrafu wynosił pięć lat, ale jako niepełnoletnia osoba otrzymała osiem miesięcy. Jej koleżanka, Basia, ukończyła wtedy siedemnasty rok życia i została potraktowana jako dorosła osoba, otrzymała więc karę pięciu lat pozbawienia wolności – Prokurator się obraził i napisał rewizję do Sądu Najwyższego, że za niskie wyroki dostałyśmy. No i wyrok nam się skończył, a my dalej siedziałyśmy. Dopiero w maju odbyła się druga rozprawa i wyrok pomnożyli nam przez trzy. Bożena dostała półtora roku, ja dwa lata.

Pani Genowefa Aleksander opowiedziała nam również, jak wyglądało życie
w więziennej celi. Skazańcy żyli w nieludzkich warunkach, ściśnięci, zmarznięci i głodni –
Na rano pół litra kawy zbożowej bez cukru i czterdzieści deko chleba razowego na cały dzień. Chleb był dobry, bo więźniowie piekli. Na obiad chochla zupy i wieczorem już tylko pół litra kawy. Było głodno i chłodno – wspomina. Często stałam przy oknie i patrzyłam na psa, który przechadzał się obok kuchni i myślałam, Boże, jakby tego psa upiekli, z sierścią, jelitami
to bym go rozdarła i zjadła – taka byłam niedożywiona.

Z panią Genowefą w celi więziennej przebywało jeszcze kilka kobiet, które pomagały jej przetrwać ten trudny czas – Najlepsza była pani, która wróciła z Armii Andersa i uczyła
w szkole angielskiego – powiedziała z uśmiechem – coś jej strzeliło do głowy i napisała raz po angielsku na tablicy: „Marks, niemiecki Żyd, przyniósł nam biedę i wszy”,
żeby przetłumaczyli to na język polski. Któreś z dzieci nie umiało przetłumaczyć, poszło
do tatusia, a on był  ubekiem. Jak to przeczytał, to szóstej rano już panią aresztowano. Dostała wyrok sześć lat za szeptaną propagandę.

Był to trudny czas. Wykonano 46 tysięcy wyroków kary śmierci, przede wszystkim
na osobach pochodzących z inteligencji. Ludzi torturowano, przesłuchiwano
i przetrzymywano w niegodnych warunkach. Mimo to wiele osób przeżyło ten trudny czas,
by dziś, podobnie jak pani tak Genowefa, spotykać się z młodzieżą i relacjonując wydarzenia będące częścią jej życia, zachęcić ją do pogłębiania wiedzy dotyczącej historii Polski.

Serdecznie dziękujemy osobom, które pomogły przy organizacji spotkania
z panią Aleksander – pani Joannie Dulas oraz panu Łukaszowi Migniewiczowi.

 

Martyna Zakrocka klasa 3c LO